|
|
poniedziałek, 07 lutego 2011
Pierwsza wystawa Mańka
Nieco po czasie piszę, jakoś miałam lenia
Wystawa w Nowym Dworze Mazowieckim 12 grudnia 2010. Wróciliśmy ze złotem - za Zwycięskiego Psa i z oceną doskonałą.

środa, 01 grudnia 2010
bo w domu psy się nudzą... czasem
Z nudów psy zaczynają chodzić po oknach

albo udawać posąg

albo brać na litość

choć inne są tym nieco zdziwione

i jakby ponad wszystko to, co te pierwsze psy robią

w każdym razie do momentu, gdy piłka wpadnie za łóżko

i po nudzie

sobota, 16 października 2010
Fotorelacja
Rzuć kobieto wreszcię tę piłeczkę! No rzucaj!

Moja nóżka. Moje kije, Cień też mój.

Udało mi się na chwilę złapać Kleszcze i popozować. Chwila trwała... chwile.

Jak spacerujemy i w co się bawimy
Modny temat – spacery
Nas szkoliła Ola, zatem preferujemy szkołę muszą. Na spacer minimum raz dziennie po godzinie plus ileś wyjść na siusiu. Na spacerze piłeczki i inne atrakcje. Nie odmawiamy sobie nawet tarzania w oborniku czasem, które kończą się kąpielu, ku rozpaczy kundli, że im się perfumę z grzbietu zmywa. I jeszcze mały wtręt. Oba psy same wskakują do wanny. Grzecznie czekają aż zmoczę sierść jednemu, potem drugiemu. Później po kolei namydlę i po kolei spłuczę. Jeden wskakuje na ręcznik, jest wycierany i puszczany luzem, potem Drugi wyskakuje na swój ręcznik, wycieranie i dopiero wolność. Żaden nie próbuje uciekać. Czasem któryś się jedynie otrząchnie, a ja mam wtedy dodatkowe atrakcje.
Wracając do spacerów. Moi chłopcy za piłką mogą biegać godzinami i nie ma mowy o ŻADNYM-ALE-TO-ŻADNYM zmęczeniu u psów. U mnie oczywiście odwrotnie. A, że bieganie za piłkami jest dość urazowe (dwa teriery na łeb na szyję lecę i muszą złapać choćby niebo spadło na niebo i wybuchła wojna światowa trzecia), a Maniek łapkę raczej powinien oszczędzać, to wykombinowałam inną zabawę.
Oni wiedzą, że mam piłkę. Pokazuję im, że mam i chowam do kieszeni. Rozkładam ręce, psy odchodzą, one wiedzą, że im teraz nie rzucę. Zaczynają zwiedzać świat. Odrzucam piłeczkę daleko w bok i wołam: szukamy piłeczkę. Wracają natychmiast. Zaczynają węszyć. Po jednej stronie, po drugiej, zataczając najpierw duże, później mniejsze koła. Lepiej to wychodzi, gdy jest wietrzna pogoda. Biegają za piłką, pracują głową i nosem. Zabawa samo nagradzająca i niemęcząca mnie, a męcząca psy.
Za kilka godzin idziemy na długi spacer. Będą piłeczki, będzie szarpanie, będzie 3 godziny na powietrzu. Wezmę aparat. Może uda mi się coś fajnego zrobić.
W czwartek, może piątek, przyjeżdża dziewczyna do Karolka. Tym razem panna z Warszawy i to dziewica. I niech ktoś mi powie, że pies ma źle.
środa, 13 października 2010
Bystry Karolek i hiszpańskie czołganie Mańka
Na urodziny, grudzień 2009, dostałam od Oli dwa kajety do zapisywania postępów w szkoleniu chłopaków. Leżą dziewicze w szufladzie. Może tutaj zacznę?
Skłamałabym pisząc, że to było pierwsze spotkanie Karolka z klikerem. Było drugie. Ciekawa obserwacja. Z Mańkiem zaczęłam jak miał kilka miesięcy, Karolek ma 2 i pół roku.
Najpierw klik i smakołyk. Karolek od razu załapał, że dźwięk kojarzy mu się z żarciem. Czujny i skupiony. Maniek się łatwiej rozpraszał, inny charakter, inny wiek, nie wiem.
Później z Karolkiem przypominaliśmy sobie komendę siad. To poszło szybko, acz nieidealnie. Dupka ledwo tylko dotykała dywanu. Dopracujemy.
Targetowanie. Byłam pod wrażeniem. Po trzech kliknięciach za spojrzenie, załapał od razu, że trzeba dotknąć. I dotykał nosem. Raz za razem. Nawet jak odsunęłam i trzeba było dupkę ruszyć. Z Mańkiem trwało to kilka lekcji zanim zaczął się za patykiem ruszać.
Na koniec znowu kilka klik i smakołyk. By się miło kojarzyło. Zdolny ten mój Karolek.
Za to dzisiejsza lekcja z Mańkiem, to ho ho. Widzieliście konie w chodzie hiszpańskim (nie pytam Olki ani Agi, bo znam odpowiedź)? Maniusia dziś uczyłam czołgania. I on to robił bardzo chętnie, ale wysoko podnosząc łapki i zabawnie przekręcając głowę. Szalenie komicznie to wychodziło. Muszę wymyśleć komendę na takie ruszanie i będziemy gwiazdorzyć. Jak zawsze z Mańkiem. On lubi się popisywać. Ja też. Dobrze się dobraliśmy.
Lobby kociarzy atakuje
Słyszałam ostatnio, że koty wydają z siebie 120 różnego rodzaju dźwięków paszczą. Psy tylko 10. Bzdura jakaś kosmiczna.
Maniek wydaje z siebie 10 tylko na okoliczność: śpię, nie podchodź, bo dam w zęby. Jest normalne lekkie wrr , jest półsenne wryryry, gardłowe yyyyy , bardzo straszne wRRRRRyyy połączone z groźnym spojrzeniem i zębami na wierzchu, a nawet trochę gardła, jest yyyrrr, gdy już Maniek ma dość zaglądania mojego czy już słodko śpi czy jeszcze nie, jest chryy, gdy coś słychać za oknem i wiele innych też jest.
Kolejny zestaw odgłosów na okoliczność żebrania o jedzenie, to kolejna kilkanaście. Od ciekawskiego: coś jesz? do błagam! tydzień temu minął rok, jak ostatni raz jadłem! Do kompletu robi stojaka z jedną łapką w górze jakby zgłaszał się po swoją porcję.
Nie można zapomnieć o zestawie podrywowym. Gdy nowa suczka w okolicy, najlepiej duża i czarna, ale burymi też nie pogardzi. Piszczenie, jęczenie, skamlanie, chrząkanie, poszczekiwanie. To kolejnych kilkanaście odgłosów.
Pytam się zatem, gdzie tu 10 psich głosów, jak wyraźnie można odróżnić kilkadziesiąt, o ile nie więcej. Są podejrzenia, że to lobby kociarzy rozpuszczają plotki o psich ograniczeniach i nie należy w to wierzyć żadną miarą.
Tytułem wstępu
Mam dwa psy. Oba białe. Oba terriery i wreszcie oba Parson Russell Terriery. Pewnie będzie głównie o nich.
Większy i starszy to Maniek (Marley Melodia Szczurołapa). Starszy o dwa i pół tygodnia, większy o 3 kg i kilka centrymentrów w kłębie. Mniejszy, to Karolek, a właściwie Double Barrel's Diamond Knight. Obydwaj mają skończone 2 lata.
Zdjęcie zrobione przez Olę Muchę na wyjeździe u Wróbli. Gdzieś po okolicy kręciły się również: Tekla, Elza, Maks, Luna, Furia i Żabka. I paru człowieków oczywiście też. Człowieki głównie przeszkadzali w zabawie. Zmuszając, na przykład biedną Teklę i Elzę, do kąpieli w brudnej Wiśle czy wykonywania idiotycznych poleceń: siad albo daj łapę.

|